Grandma tourism rośnie w siłę
16.07.2026
Nie tylko selfie przy zabytkach. „Turystyka babcina” podbija świat

fot. AI
Jeszcze kilka lat temu głównym celem wielu turystów podczas wyjazdów zagranicznych zobaczyć jak najwięcej. Plan dnia pękał w szwach, kolejne atrakcje były skrupulatnie odhaczane na mapie, a wieczorem telefon zapełniał się setkami zdjęć.
Dziś coraz więcej podróżnych wybiera zupełnie inne podejście. Liczy się nie tempo, lecz przeżycia.
Nowy trend w turystyce
Tak narodził się trend określany jako „grandma tourism”, czyli „turystyka babcina”. Choć nazwa może wywoływać uśmiech, stoi za nią zmiana, która coraz mocniej wpływa na sposób podróżowania. Zamiast zaliczać kolejne zabytki, turyści chcą poznawać lokalną kulturę, uczyć się tradycyjnych umiejętności i spędzać czas z mieszkańcami.
Wakacje bez pośpiechu
Wyobraźmy sobie weekend w Rzymie. Pierwszy scenariusz zna niemal każdy – Koloseum, Fontanna di Trevi, Schody Hiszpańskie, Watykan, obowiązkowe zdjęcia i szybki marsz do kolejnego punktu programu. Na koniec dnia satysfakcja z wykonania planu, ale także zmęczenie i poczucie, że wszystko odbyło się w biegu.
Drugi scenariusz wygląda zupełnie inaczej. Zamiast wielogodzinnego stania w kolejkach uczestniczymy w warsztatach robienia świeżego makaronu prowadzonych przez starszą mieszkankę miasta. Wspólnie przygotowujemy obiad, słuchamy rodzinnych historii i poznajemy codzienne życie, którego nie znajdziemy w żadnym przewodniku.
To właśnie takie doświadczenia coraz częściej stają się najcenniejszą pamiątką z podróży.

Powrót do prostoty
„Turystyka babcina” wywodzi się z popularnego w mediach społecznościowych trendu grandmacore, który promuje spokojny styl życia inspirowany codziennością naszych babć. Własnoręczne pieczenie chleba, robienie przetworów, szydełkowanie, haftowanie, pielęgnowanie ogrodu czy celebrowanie wspólnych posiłków przestały być kojarzone wyłącznie ze starszym pokoleniem. Dla wielu młodych ludzi stały się sposobem na odpoczynek od ciągłego pośpiechu i świata zdominowanego przez smartfony.
Naturalnym krokiem było przeniesienie tej filozofii także do turystyki.
Mniej atrakcji, więcej wspomnień
Nowy sposób podróżowania nie polega na rezygnacji ze zwiedzania. Chodzi raczej o zmianę priorytetów.
Coraz więcej turystów zamiast kolejnego muzeum wybiera warsztaty kulinarne, wizytę w rodzinnej winnicy, naukę lokalnego rzemiosła, wspólne pieczenie chleba czy spotkania z mieszkańcami niewielkich miejscowości. Dzięki temu poznają miejsce od środka, a nie tylko przez obiektyw aparatu.
Trendy a statystyki
To zjawisko znajduje odzwierciedlenie również w statystykach. Platformy oferujące lokalne doświadczenia odnotowują dynamiczny wzrost zainteresowania warsztatami prowadzonymi przez mieszkańców. Turyści coraz częściej szukają aktywności, które pozwalają poczuć autentyczny klimat odwiedzanego regionu, zamiast ograniczać się do najbardziej znanych atrakcji.
Dlaczego ten trend zyskuje na popularności?
Powodów jest co najmniej kilka.
- Na co dzień żyjemy coraz szybciej, dlatego podczas urlopu chcemy zwolnić. Zamiast realizować napięty harmonogram, wolimy usiąść w małej kawiarni, porozmawiać z właścicielem pensjonatu czy spędzić popołudnie na lokalnym targu.
- Zmieniają się także oczekiwania wobec podróży. W czasach, gdy niemal każdą atrakcję można obejrzeć w Internecie, coraz trudniej zachwycić się kolejnym zdjęciem znanego zabytku. Znacznie większą wartość mają doświadczenia, których nie da się skopiować – wspólne gotowanie, rozmowa z mieszkańcami czy poznawanie rodzinnych tradycji.
- Badania pokazują, że wielu podróżnych chętniej wybiera spotkania ze starszymi mieszkańcami niż klasyczne wycieczki z przewodnikiem. To właśnie oni często najlepiej znają historię miejsca, lokalne zwyczaje i przepisy przekazywane z pokolenia na pokolenie.
To nie koniec zwiedzania
Popularność „turystyki babcinej” nie oznacza, że słynne zabytki przestaną przyciągać turystów. Trudno wyobrazić sobie pierwszą wizytę w Paryżu bez Wieży Eiffla czy podróż do Egiptu bez zobaczenia piramid.
Coraz częściej jednak podróżni zachowują równowagę. Jeden dzień poświęcają na największe atrakcje, a kolejne spędzają bez pośpiechu – spacerując po mniej znanych uliczkach, odwiedzając rodzinne restauracje czy rozmawiając z mieszkańcami. To właśnie wtedy odkrywają miejsca, których nie ma na pierwszych stronach przewodników.
Podróże, które zostają z nami na dłużej
Eksperci od lat podkreślają, że przyszłość turystyki należy do wyjazdów opartych na doświadczeniach. „Turystyka babcina” doskonale wpisuje się również w ideę slow travel – świadomego podróżowania, które pozwala lepiej poznać odwiedzane miejsca i wspiera lokalne społeczności.
Po latach rzadko pamiętamy, ile zabytków udało nam się zobaczyć. Za to doskonale pamiętamy smak domowego obiadu przygotowanego z gospodarzami, rozmowę z miejscowym rzemieślnikiem czy popołudnie spędzone na małym targu, gdzie życie płynie swoim, spokojnym rytmem.
I właśnie takie wspomnienia sprawiają, że chce się wracać.































































































































































































































